 | Starsi ludzi pamiętają, że na pytanie słuchacza, kiedy będzie lepiej, Radio Erewań odpowiedziało, że „lepiej już było”. Teraz oczywiście jest całkiem inaczej, przynajmniej od wiosny 2003 roku, kiedy to w okresie poprzedzającym referendum akcesyjne zostaliśmy przekonani, lepiej, to dopiero nam będzie po przyłączeniu Polski do Unii, a gdyby nawet jeszcze nie nam – to już na pewno naszym dzieciom, a gdyby nawet – co graniczy z niepodobieństwem! – i nasze dzieci nie doświadczyły na własnej skórze oczekiwanej poprawy, to nasze wnuki – już obowiązkowo. A gdyby – co już jest absolutnie niemożliwe! – nawet wnuki, to... no, mniejsza z tym. Na razie, zgodnie z przepowiednią Edwarda Gierka („wszystko dokładnie będzie jak przewidział ksiądz z Dukwi”) „Polska rośnie w siłę, a ludzie żyją dostatniej”, co widać po różnych wskaźnikach.
W związku z wyborami samorządowymi warto na przykład wiedzieć, że zadłużenie sektora samorządowego wynosi prawie 20 mld złotych, co stanowi zaledwie 4% zadłużenia sektora rządowego. Jak widać, nie wypadliśmy sroce spod ogona, chociaż kudy nam do takiej choćby Francji, która jeszcze w lipcu ub. roku przekroczyła 1000 mld euro długu publicznego. Ale – jeśli nawet nie mamy szans, by „dogonić i przegonić”, to przecież gonimy!
Do tego dochodzą jeszcze oszczędności; których jest mniej więcej tyle samo, co publicznego długu. Na koniec grudnia ub. roku oszczędności gospodarstw domowych wyniosły ponad 475 mld złotych, ale przy tym warto wiedzieć, że aż 60% tej sumy zgromadziła zaledwie jedna ósma gospodarstw, podczas gdy mniej więcej dwie trzecie spośród nich nie ma w ogóle żadnych oszczędności, a czwarta część nie wychodzi z długów.
Już choćby z tego widać wyraźnie, że po ciosie, jaki wicepremier Balcerowicz zadał zalążkowi polskiej klasy średniej w 1990 roku, nie może się ona odbudować do tej pory, wskutek czego stratyfikacja naszego społeczeństwa jest charakterystyczna dla Rzeczypospolitej Bananowej, albo – jak kto woli – Rzeczypospolitej z czasów saskich, kiedy to szlachta też liczyła 10% społeczeństwa.
A skoro mowa o długach, to Związek Banków Polskich pochwalił się, że w III kwartale banki udzieliły aż 72 tysięcy kredytów mieszkaniowych na 10,8 mld zł – aż o 63% więcej, niż przed rokiem, a w dodatku wartość przeciętnej pożyczki wzrosła z 60 tys. zł w roku 2002 do 144 tys. zł w roku bieżącym.
Wygląda na to, że szlachta czuje pismo nosem i pakuje gotówkę w nieruchomości. Niby nie powinna, bo złoty nic, tylko się „umacnia” i „umacnia”, zarówno w stosunku do euro, jak i do dolara, ale przecież i szlachta coś tam musi wiedzieć, skoro nawet najtęższe tuzy, jak James Bond naszego „wywiadu gospodarczego” powoli przechodzą z finansów do budownictwa, m.in. w sławnej firmie EFH Żurawie Wieżowe.
Podobna sytuacja była w Niemczech, kiedy to po wojnie francusko-pruskiej Francja w ciągu 3 lat wypłaciła Niemcom 5 mld franków w złocie i na berlińskiej giełdzie jak grzyby po deszczu wyrastały jedna po drugiej firmy budowlane, aż nagle wszystko się skończyło. Frajerstwo potraciło wszystkie oszczędności, które przechwycili grynderzy z bankierem Gerszonem Bleichroderem na czele.
„A potem Adam i cholera, a potem Juliusz i suchoty...” tzn. red. Wilhelm Marr, co to do opisu ówczesnych społecznych nastrojów użył określenia będącego dziś najpotężniejszym zaklęciem, przed którym zgina się wszelkie kolano: piekielne, ziemskie, a nawet niebieskie.
Informacje pochodzą z portalu Michalkiewicz.pl -
http://michalkiewicz.pl/gp_03-12-2006.php
Wykorzystane za zgodą Autora. Dziękujemy.
Publikacja dla „Gazeta Polska” · 3 grudnia 2006 Dodane przez admin dnia marzec 06 2007 00:06:22 | 0 Komentarzy ˇ 1592 Czytań -  |
|  |